diabeu blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2004

087-small.jpg

a. Zgodnie z obietnicą – druga edycja konkursu „Co dIABEU wymalował.” Autor i tytuł poproszę. %)

b. Wczoraj po raz pierwszy od tygodnia złożyłem swój rogaty łeb na poduszce nie będąc pod przemożnym wpływem alkoholu. Cały wieczór telepały mi się ręce. Mam nadzieje, że to tylko moje skołatane nerwy, a nie zalążki alkoholizmu.

c. Ostatnio zapominam o tak banalnych rzeczach jak posiłki %). Dlatego dziękuję bardzo tym, którzy nie dość, że pamiętają o jedzeniu, to jeszcze o mnie %). Czasem zaproszą, czasem przyjadą i coś ugotują, a czasem po prostu przypomną.

Per me si va ne la cittą dolente,
per me si va ne l’etterno dolore,
per me si va tra la perduta gente.

086-small.jpg

Lubię epatować makbrą. Zawsze lubiłem. Taki rodzaj filtrowania. Jeżeli ludzie nie są w stanie przejrzeć tego kostiumu i mdleją. Jeżeli wrażliwe serduszka odrzuca dekoracja mojego teatru grozy, to chyba nie ma szans na dalszą rozmowę. Nie zrozumiemy się. Proste.

085-small.jpg

Ostatnio dużo słów z siebie wypluwam. Dużo słów słucham. Dużo słów czytam, ogłądam, anaizuję. Czytam, rozmawiam z ludźmi, gadam do siebie, z sobą, w sobie. I trochę mnie to zmęczyło. Będzie bardziej obrazkowo zatem, przez pewien czas.
Chyba, że będę miał coś do pwiedzenia. Na razie nie mam.

084-small.jpg

„Budzi sę spocona i z obolałymi mięśniami. Paca jest skończona. Skrawki stali i leksanu, szkło i szyja z pofałdowanego plastyku, wyszło lepiej, niż się spodziewała, choć oczekiwała czegoś więcej. Czego? Któż wiedział? Będzie wiedziała, gdy to zoabczy. Mimo to praca była niezła, bulwersująca tekstura, nadająca dziełu złudzenie ruchu, wyczekiwania na drgnięcie, które nastąpi, kiedy nikt nie patrzy, spokojna, uśpiona cisza, chwila uwagi uchwycona w metalu. Uśmiecha się leciutko na myśl o tym czymś, kręcącym się po pokoju, dotykającym okien, naciskającym klamki drzwi, gapiącym się, choć bezokim, odchrząkującym przez plastykową gardziel, czysta autoironia, sedno antropomorfizacji, spójżcie tylko. Znała ludzi, artystów, którzy lubili wywnętrzać się na temat swoich dzieci, swoich maleństw. Każda z tych prac to moje dziecko. Kto to powiedział? Co za szajs. Dzieci to dzieci, praca to praca, a ludzie są idiotami, gdy zaczynają wierzyć w swój własny artystyczny bełkot. Wszyscy powinni robić w metalu i do czasu do czasu się sparzyć; to przywołało by ich do rzeczywistości.”
[...]
„- Będzie ciąć – Bibi szepcze Tess wprost do ucha.
Chłopak w rytm muzyki układa się na łóżku, a Tess widzi jak szczupła kobieta nakłada aztecki z wyglądu wzór na plecy chłopaka; zjadliwie uśmiechnięty ptak i nagle ostrze, długie, wyostrzone jak skalpel. Zaczyna ciąć, jej przyobleczone w rękawice palce były bardzo wpawne, oczy chłopaka są wpółprzymknięte, spomiędzy rozchylonych warg wypływa przyspieszony szept oddechu. Światła, ostre, białe, jak na sali operacyjnej, wszyscy milczą, zapatrzone spojrzenie Bibi, Tess patrzy, tylko tyle, nie jest pewna, co właściwie odczuwa; to musiało boleć, oczy wypełniają się łzami, ale chłopak nawet nie drgnie; głos kobiety pokojny, zachęcający, nie cichnący ani na chwilę, pozwalający przejść od jednego cięcia do drugiego, jest dobrze, świetnie ci idzie, tak trzymaj, jeśli chcesz krzyczeć, to krzycz.
Odwzorowywanie zakończone, starannie dociska do rany czysty, papierowy ręcznik, pojawia się na nim odwrócony wizerunek, idealny negatyw, delikatny, piękny i wyrażny.”
[...]
„Widzowie byli tym zachwyceni.”

083-small.jpg

082-small.jpg

NA ZEWNĄTRZ:

t 0: 02:00: Dom: dIABEU zjada przeterminowany chleb tostowy, wali się na łóżko i zasypia.

t -1: Taksówkarz pyta czy palimy.
- Owszem.
- Czasem.
- To zapalcie sobie spokojne, panowie. Mam przesyłkę do dostarczenia pod Marriott i powożę was za darmo trochę po Warszawie.

t -2: Republica Latina: dIABEU kończy rysunki do gazety. Piwo, skrzydełka. Temat: ekspresy do kawy, gotowanie, gwałt homoseksulany.

t -3: Wychodzi Grabarz.

t -4: Republica Latina: Piwo, cola, skrzydełka. Temat: Metody tworzenia, metody krytyki, własne pisarstwo, młodzi twórcy.

t -5: Toro rejteruje po drodze z knajpy do kanjpy.

t -6: Quorum: Piwo. Grabarz i dIABEU próbują ugryźć „Żarcik” Czechowa. dIABEU przeczytał, poprosił Grabarza o zrobienie scenariusza.
- dIAB, ale jak nie publikujemy, to nie piszę.
- To opublikujemy.

t -7: Przychodzi Grabarz. Pokazuje film ze swojego skoku na spadochronie.
- Pierwszy raz powinien być za darmo, absolutnie nic nie pamiętam.
Wcześniej, a może później wyciąga kawałek swojego opowiadania do zopiniowania. Początek jest świetny ale i tak nie zostawiamy na nim suchej nitki. Od czego są pzryjaciele.

t -8: Quorum: Piwo, kawa, sok pomidorowy. dIABEU, Wenanty. dIABEU zaczyna robić rysunki do gazety. Pojawia się Toro. Pracujemy nad scenariuszem.

t -9: 19:00: Traffic: Po zakończeniu pracy dIABłowi udaje się upolować wreszcie „Skórę” Kathe Koi.

WEWNĄTRZ: N/A

Konkurs. Do jakiego obrazu nawiązuje dzisiejszy bazgrunek? Nie obrazu, fresku. Nagrody jeszcze nie wymyśliłem, może to zrobi zwycięzca.

Pusto.

12 komentarzy

081-small.jpg

6. Sieci w domu nie mam w ogóle, nawet modemu nie mogę podłączyć, bo linia zablokowana. O.

078-small.jpg

66. dIABEU zaspał by na powtórne nadejście. Oj zaspał by i nigdy sobie tego nie darował. Zaspał by, przeoczył i w ogóle nie wiedział o spotkaniu z Jezusem Davem Chrystusem McKeanem, ólóbionym eskimosem dziewiątego kręgu.
Całe szczęście, że dIABEU ma szczęście. Oraz czujnych znajomych. Siedzi dIABEU w swoim piekiełku, a dym siarczany nie dość, że przyprawia o łzy, to jeszcze zasłania cały świat. I ma dIABEU szczęście, że od czasu do czasu pojawia się ktoś, kto dIABłu otwiera oczy, potrząsa za rogi i krzyczy do ucha: „Patrz! do diabła!”. Zabierze, pokarze i jeszcze kawę wypije. Za co jestem bardzo wdzięczny.
A co z Davem? Okazał się być człowiekiem z krwi i kości. Inteligentnym, dowcipnym i niezwykle uroczym. Człowiekiem obdarzonym wielkim talentem kształtowania snów, a jednocześnie nie radzącym sobie ze zwykłym rzutnikiem do slajdów. %)

079-small.jpg

666. „Daszbór” okazał się „darz borem” i dobrze, na naukę ortografii nigdy nie jest za późno.
Wielkiej miłości nie znajduje się przez nagonkę z ogarami piekieł (mam nadzieję, że nikogo nie uraziłem tą przenośnią z poprzedniego wpisu). To stan ducha, który przychodzi w najmniej oczekiwanym, czasem w najmniej pożądanym momencie. Poza tym nie sprowadza się do poszukiwań obiektu. To także, a może przede wszystkim, poszukiwanie jej w sobie. Poszukiwanie siebie i znalezienie w momencie, w którym może zaistnieć.
Szczęśliwi ci, którym się to zdarza. W dwójansób szczęśliwi, którym los odpowiada równie otwartym sercem.
To tak z serii dIABlich mądrości życiowych, hekek.
A ja? Ja tylko próbuję coś jeszcze z siebie uratować.

080-small.jpg

6666. A weekend, wbrew pozorom, nie minął mi na hulankach i rozpuście, lecz… na pracy. A to niespodzianka, prawda? %)
Razem z Torem i Wenantym dIABEU robił kolejną dziwaczną rzecz w swojej karierze. Pisaliśmy paragrafową grę online, której akcja rozgrywa sie w latach 30 w Chicago. To znaczy pisał głównie Wenanty i Toro, dIABEU tylko podłączył swój zmęczony mózg do całego projektu na dokładkę.
Jako, że na poniedziałek miała być gotowa jej spora część, tedy pisaliśmy ją do 6 rano w niedzielę. Oraz, po kilku godzinach snu w zasadzie cały wczorajszy dzień. Oczywiście nawet połowy nie zrobiliśmy, hek.

No i, kurcze, szkoda tych porannych pierniczków. %)

077-small.jpg

Powarkiwanie na ludzi i zgrzytanie zębami na najbliższe otoczenie, to ostatnio mój główny repertuar.
Co skwitowała celnie i bezpośrednio Mir: „Baby ci trzeba.”
Dlatego ruszamy na polowanie. Daszbór!!! Czy jak to się pisze…

To już zwieńczenie tryptyku krwawych godów. W zasadzie powinienem powiedzieć: „Czeeeść.”…

076-small.jpg


  • RSS