diabeu blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2004

Jednym z mniej miłych doświadczeń, według mojej skali niemiłych doświadczeń (pomijając te bardzo niemiłe doświadczenia o których na szczęście nie będzie tu mowy, a także doświadczenia smutne czy tragiczne) są powroty do pustego mieszkania. Siedem godzin w pociągu. Zaległy sen, zaległa książka (miłośnikom mocnego słowa polecam „Kompleks Portnoya” Philipa Rotha), zaległa „Polityka”, zaległy „1602″. Wagon pełen dymu i pierwszych fal studentów. Trajkotania i dzwięków telefonów.

- Tak, będę na dworcu za pół godziny.
- …
- Ja ciebie też.

Lucky bastards! – Myśli sobie dIABEU z zazdrości zgrzytając zębiskami.

*klik-klik. klik-klik. klik-klik-klik. klik-klik-klik-klik. klik-klik. klik… bip* i uśmiech na twarzy.

I hate you so much! – i pogrąża się bardziej w uczuciach nie przystających filozofowi %).

Noc już zaawansowana, choć dopiero 21:13. Jesień. Powietrze jakby czystsze, pełne oczekiwania i napięcia. Pażdziernik jak z żurnala.

Na szczęście tym razem na dworcu wita mnie Grabarz z Basią. Jedziemy do mnie. Dziś „Sekretarka” i piwo miodowe, które jest dużo bardziej gorzkie od zwykłego.

- Dla prawdziwych mężczyzn.
- Takich jak my dwaj.
- No, ba! Z odrobiną goryczy więcej niż zwykłe, dla facetów z odrobiną goryczy więcej niż zwykle.
[ot, taki kalambur %)]

Później „All is full of love”, „Voodoo”, „Closer”, „Window licker” i powtórka z klipów Dave’a Cunninghama.

Niewypowiedziane tęsknoty można zepchnąć na plan dalszy. Wypowiedziane z resztą też.

Hermetycznie.

Brak komentarzy

- Czy mogę mówić do ciebie po imieniu?
- Będzie mi bardzo miło.

Zupełnie nie wiem dlaczego przychodzą mi do głowy te słowa. W sobotę mój rodzony brat wziął ślub. Mimo, że jest młodszy ode mnie o trzy lata, to on jest właśnie tym, który spełnia rodzinne założenia. Artyście (czyli mi) dużo się wybacza. Może nie tyle „wybacza”, co nie oczekuje się zbyt wiele %). Sam ślub był piękny, wesele również. Mogłem spotkać całą moją rodzinę oraz krewnych i znajomych królika. Niektórych twarzy nie widziałem dobrych parę lat. Chłopcy zmężnieli, dziewczęta wypiękniały i dojrzały, a staruchy dalej patrzą na wszystkich z góry.
Na weselu, jak na weselu, zajmowałem się głównie Ćmą (a kim innym?), zaraz potem piciem wódki (bo co innego?), demoralizowaniem młodzieży (kazałem się nazywać „Wujkiem diabłem” ), obżeraniem się (pod wódeczkę) i tańcowaniem (mimo, że nie tańczę). Punkt ostatni mocno związany z pierwszym %).
Rada matuzalemów dała mi czas do końca roku. W swej nieograniczonej łasce pozwolili nawet wybrać termin: między Bożym Narodzeniem, a Sylwestrem, bo wtedy będą mieli czas, hekekek.
To był zdecydowanie wesoły weekend, a jego skutki czuję do dziś.

…rrrrraus do lekarza! Bo nic nie zostanie z przystojnego, młodego i zdolnego człowieka – czyli mnie, jeśli któś miałby wątpliwości – a to wielka strata dla świata, hekek.
Tylko kiedy, do diaska?! Niby nie mam pracy, ale mam mnóstwo pracy. Tyle, że w okolicach 21 nagle mój organizm postanawia się wyłączyć i wejść w tryb oszczednego zarządzania energią. Tak na 14 godzin. Cholera.

W piątek straciłem pracę. Nie ten ostatni, lecz poprzedni. W zasadzie uprzedzono moją własną decyzję o porzuceniu tej niewdzięcznej, pożerającej 75% życia harówce. Prawdę mówiąc to byłem nią tak zajęty, że nie miałem czasu jej rzucić. Na szczęście zrobiono to za mnie. Dziękuję Bogu za przyjazne spojrzenie w kierunku tak zatwardziałego grzesznika %).

143-small.jpg

Zaraz po piątku odbył się rodzinny zjazd do posesji Grabarza w Helence, gdzie oddawaliśmy się rozkoszom słoneczka, spacerów, grillowemu obżarstwu, karcianemu szaleństwu i ekologicznej kąpieli. Wśród atrakcji znalazła się również ucieczka przed szerszeniami. W ekologicznej kąpieli udział wzięli Grabarz, Malkav i ja. Yosar – najlepiej przygotowany człowiek na wszelakie wypady poza miasto – był na tyle roztropny, że wziął ze sobą talerz, sztućce, kąpielówki, ręczniczek i diabli wiedzą co jeszcze, więc jego kąpiel była semi-ekologiczna. Toro wymigiwał się niezdarnie, acz skutecznie, że już zażywał kąpieli rano na cywilizowanym basenie.
I kiedy dorodni mężczyźni pluskali się w Grabarzowym Bajorku, dziewczęta postanowiły poigrać z nami i uprowadziły nam ubrania. Po czym szybko zamieniły się w myśliwych, lub co najmniej w obserwatorów życia dzikich zwierząt. Zaszyły się w chaszczach, uzbroiły w aparat fotograficzny i czekały…

144-small.jpg

Cały weekend upłynął równie frywolnie.

A ten tydzień od poniedziałku do piątku wolał bym wymazać z kalendarza.


  • RSS